Vonnegut vs Tischner

niebo

Lipiec najwyraźniej przespałam. Przeczytałam tylko jedną książkę, a potem miałam zacząć drugą, kiedy skończył się miesiąc. W międzyczasie dojrzały porzeczki, maliny, pod oknem zakwitł hibiskus i rozpoczęły się żniwa (aaa, to już jesień!). Wszystko na raz, na czas, tylko ja dalej z niczym nie zdążyłam. Bo przyznasz, że nawet upały nie były takie straszne, więc dlaczego miało się nie udać?

Rok

cherry

W uszach motocykle jak pierwsze przebiśniegi. Dajemy się wodzić za nos naszym planom i złudzeniom. Czas znowu zabiera nas w pole. Trawa w koleinach, dzikie koty i porządki wiecznie nieukończone. Zachwycam się dniem. Mówię ci, że spaliłam trzy wije i pięć mrówek na ofiarę za lepszy rok.

Jesienią

jesien2Chyba nie lubię jesieni. Jestem zbyt melancholijna i depresyjna, żeby lubić porę roku, w której świat barwi się na brązowo, zastyga w porannych przymrozkach i obumiera. Coś się kończy, odchodzi a ja zdecydowanie bardziej wolę początki. Chociaż jesień to też początki. Ale czy to wystarcza, czy cokolwiek rekompensuje? Początek roku szkolnego jakichś obcych dzieci? Nowy sezon telewizyjnych seriali, których nie oglądam? Nawet początek roku akademickiego  coraz mniej mnie dotyka. Chyba w końcu skończę studia i ten początek też nie będzie już mój. Dlatego z jesienią wolę na dystans, żeby mnie nie pożarła swą zachłannością i nie zabrała zbyt dużo. Jesienią odliczam dni w kalendarzu i marznę. Wyczekuję babiego lata i uśmiecham się do błyszczących w słońcu pajęczynek. Jesienią chciałabym zbierać kasztany i robić ludziki, ale trochę się wstydzę.