Święta

Święta są dobre, bo dają momenty, które można kolekcjonować jak szyszki i sarnie rogi.

Sobotnie przedpołudnie, zapach połamanego bukszpanu miesza się z odorem czosnku. I przebiśniegi, wesołe, niestrudzone, kolorowe, wbiegające na ulice. Centrum wszechświata, moje oczko w głowie. Reszta to tylko tło, zmarszczki i umieranie. Cieszę się, że nie mam dzieci. Afirmuję młodość.

***

Święta są dobre, bo pozwalają wrócić do prostego, poczciwego życia z sałatką warzywną na stole i z sernikiem z rodzynkami w brzuchu.

Spróbowałam nie wierzyć, poczuć całkowity bezsens. Boga nie ma, kosmos się rozszerza, jutro nikt nie będzie o nas pamiętał. Przez lata zapominałam wątpić, aż wreszcie dostało mi się z nawiązką. Jakie to szczęście, że za rogiem były święta!

***

No więc nic się nie stało. Wszystko pozostało tak jak jest, odpowiedzi wciąż tkwiły jak pisklęta w skorupkach. Chmury nad Żłobiskami dalej kreśliły swoje zawijasy. Chwilami ich krawędzie przypominały ogniste trzaśnięcia z bicza. Ale czasem, zwłaszcza o zachodzie, gdy słońce zapada już za horyzont i światło zgarnia z ziemi wszystkie domy, drzewa, martwe pegeery, dawne więzienia, przechodniów i pijaków, krowy, motocyklistów i żółty pekaes z Dukli, gdy ukośne promienie porywają jak magnes wszystkie widzialne rzeczy – wtedy chmury są lustrem świata i można w nich zobaczyć wszystko jak na wielkim ekranie, jako na ziemi, tak i w niebie, lecz trwa to tylko mgnienie, bo czas ma barwę szarą i postać ptaka o przejrzystym ciele: jedno muśnięcie skrzydeł i zaczyna się zmierzch.

Opowieści galicyjskie, Andrzej Stasiuk