Zastanawiam się

Za każdym razem gdy zastanawiam się czy warto, coś ucieka. Dlatego może czasem nie chce mi się kończyć myśli, kiedy można iść dalej i dalej w nowe,
choć kilka wersji tego samego wciąż krąży po głowie. Dość ważnych, tylko z przekleństwem niedokończenia na zawsze, bo przecież łatwiej planować i projektować niż żyć.

Wstyd mi za siebie, że pociąga mnie mnogość tematów, że zwalniam, że mylą mi się związki przyczynowo-skutkowe. Chciałabym wszystkiego, choć najbardziej równowagi i spokoju, poczucia, że wystarczy. Bez uciekania i zatrzymywania się na przemian. Ale nigdy nie wystarczy szukania, nie będzie dość dogłębnych analiz ani jedynych właściwych punktów widzenia. Mogłoby mnie to bawić, że przecież ciągle zaskakuje i pochłania mnie życie. Tymczasem to tylko szum informacyjny i widmo postprawdy miesza i nie pozwala odpocząć. Z dnia na dzień czuję się coraz biedniejsza (szkoda, że nie tylko o czas).

***

Wiosna, a więc kojący śpiew gawronów i deszcz w rynnie. Chciałabym więcej przebłysków świadomości, chwil ze słońcem w głowie i ciepła zamiast dreszczy.

***

Dlaczego zniknęła przyjemność powolności? Ach, gdzież są niegdysiejsi włóczędzy? Gdzież są owi niespieszni bohaterowie ludowych pieśni, łaziki wędrujący od jednego młyna do drugiego i śpiący pod gołym niebem? Czy zniknęli wraz z polnymi dróżkami, wraz z łąkami i polanami, wraz z przyrodą? Czeskie przysłowie określa ich słodkie nieróbstwo metaforą: wpatrują się w okna dobrego Boga. Ten, kto wpatruje się w okna dobrego Boga, nie nudzi się; jest szczęśliwy. W naszym świecie nieróbstwo przemieniło się w bezczynność, która jest czymś zupełnie innym: człowiek bezczynny jest sfrustrowany, nudzi się, wciąż poszukuje brakującego mu ruchu.
Powolność, Milan Kundera